Reklama

Ratownicy ze Świecia chcą zmian. - Kleimy nieudolny system ochrony zdrowia - mówi koordynator Paweł Weisbrot

Wśród protestujących w całej Polsce pracowników ochrony zdrowia są też ratownicy medyczni. Odczuli to najbardziej mieszkańcy Warszawy, gdzie zamiast karetek do zdarzeń były wysyłane helikoptery medyczne. W Świeciu i okolicach takie sytuacje nie miały miejsca, bo ratownicy nie przerwali pracy, ale popierają protest i jego postulaty.

- Jesteśmy w trakcie rozmów ze szpitalem - mówi Paweł Weisbrot, koordynator ratownictwa w Nowym Szpitalu w Świeciu. - Nikt nie schodzi z dyżurów, ani z karetek - zapowiada. W Świeciu na pięciu karetkach pracuje 45 ratowników. Z władzami Nowego Szpitala w Świeciu rozmawiają na temat płac, organizacji pracy i zmian jakie chcieliby wprowadzić. - Przez ostatni rok wiele udało nam się zdziałać - mówi Weisbrot. - Mamy nowe karetki, monitory z teletransmisją, sprzęt do kompresji klatki piersiowej, nowe miejsce stacjonowania karetek. Spokojnie możemy szkolić się, odpoczywać i regenerować w dawnej siedzibie PSP - dodaje. 

Pozostaje jeszcze kwestia wynagrodzeń. Wszyscy ratownicy pracują na kontraktach, czyli każdy ma własną firmę, samodzielnie odprowadza ZUS i podatek. Średnio zarabiają po 25-30 zł na godzinę brutto. - Do tej pory dostawaliśmy dodatek rządowy w wysokości 1600 zł brutto, ale został on od czerwca zabrany.  Dlatego postulaty ogólnopolskie są takie, żeby była jedna stawka na godnym, równym poziomie, bez żadnych dodatków - dodaje.

Reklama

Czego jeszcze oczekują ratownicy? - Przede wszystkim chodzi nam o zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia - zauważa Weisbrot. - Kuleje podstawowa opieka zdrowotna, bo lekarze rodzinni są obłożeni pracą, a my często łatamy dziury. Terminy w poradniach specjalistycznych są odległe, więc czasami ludzie nie są w stanie doczekać wizyty u specjalisty i wzywają pomoc dzwoniąc pod nr 112. My kleimy nieudolny system ochrony zdrowia, a to sprawia, że karetki są przeciążone. Pomagamy tam, gdzie nie działa poradnia zdrowia psychicznego, ośrodki pomocy społecznej, czasami rozwiązujemy konflikty rodzinne, wyjeżdżamy do osób samotnych, bezdomnych, a przecież możemy być potrzebni gdzieś, gdzie jest wypadek, udar, krwotok. Rozwiązanie tego problemu wymaga rozwiązań na szczeblu systemowym. Często zdarza się tak, że karetki w innych powiatach są obłożone i to my jesteśmy kierowani do zdarzeń na terenie powiatów tucholskiego, chełmińskiego czy bydgoskiego - dodaje.

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Pies burek - niezalogowany 2021-09-17 09:02:14

    Tez w pracy mam kontakt z ludzmi i tez moge zostac zarazony, dodatku nie dostaje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    zofia - niezalogowany 2021-09-17 11:17:18

    Kiedyś w Łodzi w karetki rzucano cegłmi. Coś mi się zdaje, że to niewdzięczny zawód z racji kultury osobistej co niektórych "ratowników" .Niemili ludzie,nie mówię ,że wszyscy,lecz osobiście pamiętam jak brat umierał a ratownik jeszcze darł na niego ryja że to nie taksówka. Nic dziwnego że ludzie was poprostu nie lubią.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • W - niezalogowany 2021-09-17 15:03:55

    Też nie mam miłych wspomnień z racji ratownik a chory

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nSwiecie.pl




Reklama