Reklama

Bliscy i znajomi pożegnali 23-letniego Marcina z Pruszcza. - Był duszą towarzystwa, każdego potrafił rozbawić - wspominają

"Uśmiechnięty wierciek" zaangażowany w życie szkoły, szarmancki mężczyzna, zawsze uśmiechnięty, wesoły, zarażał entuzjazmem, a podczas imprez był bardzo odpowiedzialny - tak wspominają go znajomi i nauczycielka

Wczoraj w Pruszczu odbyło się ostatnie pożegnanie i ceremonia pogrzebowa 23-letniego Marcina Bondary, znanego jako dj Martin Bond. Przypomnijmy, że młody mężczyzna zginął w środę (1 lipca) po wypadku w Bydgoszczy o którym pisaliśmy Poważny wypadek w Bydgoszczy. 23-latek zmarł w szpitalu, a tutaj można zobaczyć zdjęcia z wypadku. Na ul. Armii Krajowej wpadł w poślizg i jego bmw zderzyło się z oplem. Mężczyzna został zakleszczony w samochodzie, po uwolnieniu go przez strażaków, trafił pod opiekę lekarzy i pielęgniarek, ale nie udało się go uratować. Informacja o tragicznej śmierci chłopaka szybko obiegła jego rodzinny Pruszcz i Świecie, gdzie uczył się w ZSM. 23-letni Marcin znany był z pozytywnego usposobienia.

Wszędzie było go pełno

Reklama

Był didżejem i wodzirejem. Uświetniał wiele imprezy okolicznościowych. Miał wiele planów i marzeń. Otworzył własną firmę i grał na weselach, osiemnastkach, imprezach okolicznościowych. Znany był jako dj Martin Bond. - Pamiętam go jeszcze z podstawówki - wspomina Anna Belt, dyrektor Szkoły Podstawowej w Pruszczu. - Zawsze był z niego “uśmiechnięty wierciek”. Udzielał się w życiu szkoły i był lubiany przez rówieśników. Był też oczkiem w głowie rodziców, którzy również chętnie współpracowali z nauczycielami. Nawet kiedy opuścił mury szkoły grał na dyskotekach szkolnych. Z każdym odnajdywał wspólny język i był zawsze uśmiechnięty. Zarażał radością. Muzyka była jego pasją - dodaje. 

Dusza towarzystwa

Reklama

Wśród rówieśników postrzegany był jako dojrzały, szarmancki mężczyzna. - Był duszą towarzystwa - wspominają go znajomi. - Kiedy ktoś podczas imprezy siedział w kącie, podchodził, rozmawiał. Zawsze rozbawiał nas swoim zachowaniem. Wciąż się uśmiechał. Lubił być w centrum uwagi, mówił, że być może kiedyś pójdzie do szkoły aktorskiej, a miał do tego predyspozycje. Przydawało mu się to w pracy, bo zawsze sam wszystko organizował, rozkręcał. Wiele osób wspomina swoje wesela i podkreśla, że tylko dzięki nim były one takie niezapomniane, że wszyscy doskonale się bawili - dodają. 

Można było na niego liczyć

Reklama

Jeszcze dwa tygodnie temu z przyjaciółmi wybrali się do Pieczysk. To Marcin dbał o bezpieczeństwo. - Sam nie pił alkoholu i martwił się, żeby wszyscy bezpiecznie wrócili do domów. Był bardzo odpowiedzialny - podkreśla koleżanka Klaudia. - W każdej sytuacji można było liczyć na jego pomoc. Kiedy skończyło nam się paliwo, przyjechał z kanistrem, a jak komuś popsuł się samochód był w stanie pożyczyć swój. Świetnie tańczył, miał w sobie taki luz - dodaje. 

Pozostaje pamięć i wspomnienia

- Bardzo będzie nam go brakowało i nigdy o nim nie zapomnimy - podkreślają znajomi Marcina, którzy wczoraj razem z bliskimi i rodziną towarzyszyli mu w ostatniej drodze. Dla młodzieży szczególnie ważne były słowa taty chłopaka wypowiedziane podczas pogrzebu, który zapowiedział, że dla syna nadal będzie grał [tak jak syn jest didżejem i wodzirejem - przyp. red]. - Jego tata to bardzo silny i mądry mężczyzna. To my powinniśmy mu składać kondolencje, a on nas podtrzymywał na duchu i pocieszał - mówili wzruszeni rówieśnicy Marcina.

Reklama

Zawsze była szczera rozmowa

- Jestem koleżanka Marcina od dobrych 6 lat - mówi Paulina Szyszkowska- Majkowska. -  Bardzo inteligentny i wesoły. Grał u mnie na weselu. Tryskał energia. Zawsze było przytulenie, miły uśmiech, szczera rozmowa. Nasi goście weselni bardzo ciepło wspominają DJ Martina. Serce nam pęka, że już go z nami nie ma. Tyle razy nocami wracał z grania i nic się nigdy nie stało, a tu taka tragedia. Będziemy wspominać go jako wspaniałego chłopaka, bardzo dobrze wychowanego, z kulturą - dodaje.

Aplikacja nswiecie.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-07-09 20:15:31

    Co w związku z tym?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2020-07-09 22:48:52

    A prawda jest taka. Kim by nie był, jego własna wina, lepiej on, niż niewinni... Kolejne BMW w rękach szczyla.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Znany i lubiany - niezalogowany 2020-07-10 04:15:39

    Nany, nany. Jeździł szybko ale bezpiecznie a ranii?? O nich cisza bo co? Bo tu zapewne ich wina że jechali?? Gdyby ich tam nie było to by nie doszło do tragedii. Zapier...alal to i tak też skończył na własne życzenie.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nSwiecie.pl




Reklama