Reklama

Przez szereg zaniechań 17-letni Mateusz mógł stracić rękę. Jak tłumaczy się szpital w Świeciu?

12/07/2018 16:39
Mateusz Barczyński, 17-latek z Topolna (gm. Pruszcz) na praktykach poważnie zranił się szlifierką kątową. Od razu trafił na oddział ratunkowy Nowego Szpitala w Świeciu. Rana na przedramieniu była długa na ok. 15 centymetrów, szeroka na ok. 8 cm i głęboka na ok. 3 cm

Na oddziale przyjął go lekarz Stanisław Tkaczyk. Od szlifierki uszkodzone były także mięśnie i ścięgna kciuka. Lekarz oczyścił ranę i zszył rękę. Założył opatrunek i oddał nastolatka pod opiekę rodziców. Nie przepisał żadnych leków. Uważał, że nie są potrzebne antybiotyki. Wystarczą leki przeciwbólowe sprzedawane bez recepty.
Ręka puchła, nie można było ruszać kciukiem
- To było 29 maja. Dzień później Boże Ciało. Ręka zaczęła koszmarnie puchnąć. Poluźniłam bandaż, ale nie zdejmowałam opatrunku. Sytuacja nie uległa poprawie. W piątek, 1 czerwca, wróciliśmy do szpitala. Przyjmował ten sam lekarz – opowiada pani Bernadeta, matka Mateusza. – Miał pretensje, że poluzowałam bandaż. Nie przyjmował tłumaczeń, że ręka puchła. Syn nie mógł też ruszać kciukiem. Z łaską lekarz zaproponował, że może na konsultację ściągnąć kogoś z ortopedii.

Matka ochoczo na to przystała. Zależało jej, żeby synowi udzielono kompleksowej pomocy. Zdawała sobie sprawę, że puchnąca ręka nie zwiastuje niczego dobrego. Niestety, jej przeczucia się sprawdziły.
Na ortopedii spędził dwa tygodnie
- Syna od razu zabrano na oddział ortopedii. Był tam przez dwa tygodnie. Na początku ranę otworzono. Oczyszczono raz jeszcze dokładnie. Zszyto ponownie, ale już luźniej tak, że syn
mógł ruszać kciukiem. Dostał też od razu antybiotyki, bo w rękę wdało się zakażenie. Teraz nastolatek dochodzi już do siebie w domu. Wciąż na ręce nosi opatrunek, ale może nią już sprawnie poruszać.
Naszego syna uratował dr Michał Derc
- Gdyby nie Michał Derc z ortopedii to boję się myśleć, co stałoby się z ręką naszego syna. Na oddziale naprawdę dobrze się nim opiekowano. Miałam wrażenie, że całemu personelowi na Mateuszu zależy – podsumowuje matka.

- A lekarz z oddziału ratunkowego nas zawiódł. Nie przepisał żadnych leków i jeszcze miał pretensje, że żona poluzowała bandaż – mówi pan Dariusz Barczyński. – Do czego mogło
dojść, gdybyśmy nie wrócili do Świecia albo gdybyśmy pojawili się tam później – martwi się ojciec chłopaka.
Co na to zarząd Nowego Szpitala?
- Bardzo nam przykro z powodu tej sytuacji. Przepraszamy, że pacjent i jego rodzina byli narażeni na dodatkowy stres z powodu przebiegu wizyty na SOR. Pan doktor został poproszony o wyjaśnienia w tej sprawie. Zarząd będzie również rozmawiał z innymi pracownikami, którzy tego dnia byli na dyżurze i na pewno wyciągniemy z tego zdarzenia wnioski – zapewnia Marta Pióro, rzecznik Grupy Nowy Szpital.

Aplikacja nswiecie.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    sceptyk - niezalogowany 2018-07-25 09:54:00

    skrecenie i zerwanie torebki stawowej mozna odczytac ze zdjecia rtg? przypuszczam ze wątpie

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Anonimowo - niezalogowany 2018-07-16 18:36:35

    Pan Tkaczyk to nie lekarz tylko bezczelny improwizator... pojechałam na SOR z bólem nogi nedwo chodząc diagnoza była jedna - płaskostopie przy czym lekarze z Grudziądza potrafili odczytać zdjęcie RTG UMIEJĘTNIE okazało się że jest to skręcie i zerwanie torebki stawowej. Jak długo jeszcze Dyrektor Nowego Szpitala będzie utrzymywał takich rakarzy i udawał że wszystko jest w jak najlepszym porządku!? To jest skandal.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    anonimka - niezalogowany 2018-07-14 09:56:07

    Pana "doktora" PROSI się o wyjaśnienia a pielęgniarki za to odpowiedzą? Przecież to kpina z ludzi, którzy tam pracują ! LEKARZ jest od natychmiastowych konsekwencji i tyle.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nSwiecie.pl




Reklama