Reklama

Historia z dreszczykiem. Czy tajemnicza księga jest w Jeżewie?

Mogłoby się wydawać, że ta historia dotyczy tylko naszych sąsiadów z powiatu tucholskiego. Wydarzyła się lata temu, w czasach PRL-u. I byłaby totalnie niewiarygodna, gdyby nie ludzie, którzy o niej opowiadali.

Śliwice to najbardziej zalesiona gmina powiatu tucholskiego, leży po sąsiedzku z Osiem. Łączy je wspólna linia kolejowa z Laskowic do Szlachty, parafia w Łążku, która obejmuje swoim zasięgiem również miejscowości w Śliwicach. I wspólne ponad siedem i pół wieku historii, czyli ponad 750 lat. Parafia w Osiu i w Śliwicach erygowana prawdopodobnie była bowiem za czasów Mściwoja II, syna Świętopełka, który umacniając pozycję rubieży ziemii świeckiej postanowił stworzyć tam właśnie te dwie wspólnoty. Osie i Śliwice łączą silne więzy chociażby rodzinno-towarzyskie. Jeżeli znacie jakichś Glazów to jak bum cyk cyk pochodzą ze Śliwiczek, bowiem ten ród żyje tam od kilku wieków, a śliwiczanie mówią że “gdzie diabeł nie może tam Glazową pośle”. Śliwice to gmina borowiacka. Mówi się o niej “Rzeczpospolita Śliwicka” bo mieszkańcy mają swój niepisany zbiór reguł życia społecznego. Tu się pytają “czyj ty jesteś” a nie jak się nazywasz czy skąd pochodzisz. Tutaj “nie ma widać” horyzontu bo las zasłania, a w Banditendorf wciąż kopią amunicję z dwóch wojen. 

POŻAR NA STAROGARDZKIEJ W ŚLIWICACH

Reklama

Zacznijmy od ulicy Starogardzkiej. Osie i Śliwice sąsiadują z powiatem starogardzkim, w województwie pomorskim - stąd nazwa. Jeszcze do niedawna na Starogardzkiej w Śliwicach stał opuszczony dom. Ludzie mówili, że jest przeklęty. W czasach PRL-u wybuchł tam pożar. Objął zabudowania gospodarcze. Straż tylko bezradnie rozłożyła ręce - nie dało się go bowiem ugasić. Dopiero kiedy budynki wypaliły się do cna, ogień samoistnie zgasł. Rodzina zniknęła a budynek stał się pustostanem, którego nikt nie ruszał. Parę lat później historia z pożarem powtórzyła się zaledwie kilka kilometrów dalej. 

GDZIE MIESZKA DIABEŁ?

Reklama

Wyobraźcie sobie zdziwienie kiedy pytając się gdzie znajdziemy przykładowego pana Kowalskiego, słyszycie odpowiedź, że “tam gdzie mieszka diabeł”. Początkowo byłam przekonana, że mieszkańcy sobie najwyraźniej żartują i diabłem nazywają jakiegoś wybitnie niesympatycznego mieszkańca. Traf chciał, że pod rękę nawinął się lokalny historyk i zapytałam - Panie Adamie, gdzie w Śliwicach mieszka diabeł i kim on jest? Adam Węsierski mało nie zabił mnie śmiechem, mówiąc, że żadnego diabła tam nie ma i jest to miejsce na Wądołach, gdzie podobno mieszkał sam diabeł a nie jakiś diabelski śliwiczanin. Wądoły to tereny rozsiane pomiędzy Śliwicami, Lińskiem a Śliwiczkami,  właśnie wzdłuż wspomnianej linii kolejowej z Laskowic. Wądoły to tereny dziewicze. Gospodarstwa rozsiane są tu na odległość bardzo głośnego krzyku, pomiędzy łagodnymi wzniesieniami. To właśnie tutaj miało dojść do kolejnego podejrzanego pożaru. Ale zanim on wybuchł.

CO SIĘ DZIAŁO NA WĄDOŁACH?

Reklama

W jednym z gospodarstw mieszkała rodzina. Mężczyzna - wdowiec, jego dzieci, kolejna partnerka i jej dzieci. To właśnie ta druga żona miała ze sobą tajemniczą księgę. Całą historię w pamięci ma jedyna żyjąca w okolicy uczestniczka tych wydarzeń. Córka wspomnianego wdowca. Macocha była zawsze tajemniczą osobą, ale nikt nigdy nie przypisywał jej cech wiedźmy. Zaczęło się od incydentów - jak spopielenie się na ścianach domu wszelkich krzyży i świętych obrazków. Potem był wóz bez konia, których pojechał sam wprost do przygospodarskiego stawu. Rower jeżdżący sam na około podwórka pojawić się musiał na krótko przed zaostrzeniem incydentów w tym domostwie. Najwięcej mieszkańców, właśnie Śliwiczek, gdzie jest jeden z przystanków kolejowych  na tej trasie, mówiło jednak o składzie pociągu na linii Laskowice-Szlachta, który został odwrócony w stronę z której przyjechał. Gdzieś w międzyczasie do akcji wkroczył miejscowy proboszcz. Skoro mieszkańcy mówią, że był to ksiądz prałat, było to po wojnie i musiała to być prawda. Ksiądz Prałat to Erhard Staniszewski, w służbie parafii w Śliwicach trwający przez… 65 lat. Cieszący się taką estymą, że nikt nie użyłby jego osoby do uwiarygodnienia kłamstwa. Wystarczy w Dzień Zaduszny pójść na cmentarz w Śliwicach, pod Golgotę, żeby zrozumieć o jakim szacunku do duchownego mówię.

KSIĄDZ PRÓBOWAŁ POMÓC

Reklama

Kiedy sprawy na Wądołach zaczęły przybierać najgorszy obrót ksiądz Erhard postanowił pomóc. Nie dane było mu jednak nawet wejście na podwórko. Wiatr wzbił się w jego stronę, przepychał się z niewidzialną barierą. Odpuścił i po kilku dniach wrócił. Wtedy zaczęło rzucać kamieniami. Kiedy wybuchł pożar? Nie wiadomo do końca. Biorąc pod uwagę strażacki staż osoby, która w tych wydarzeniach uczestniczyła musiały to być lata 70. Zabudowania miały się palić przez kilka dni. Mimo prób ich ugaszenia ogień wciąż płonął. Wszystko, jak wspominał druh uczestniczący w akcji, spaliło się do kamieni. Wracając jednak do księgi. Pisana “gotykiem” a może “szwabachą”, “frakturą” czy “bastardem”, jedną z tych nieczytelnych dla przeciętnego zjadacza chleba niemiecką czcionką, księga oprawiona w skórę, ostatecznie spoczęła podobnież w Jeżewie. Bo właśnie połączenie zdarzeń w całej tej historii zaczęło się od człowieka, który opowiedział mi o tajemniczej księdze ze Śliwic, która podobno tam powodowała pożary i spoczywa właśnie w Jeżewie. Podobno osoba, która sprawuje teraz nad nią pieczę zobowiązała się nigdy jej nie przeczytać. Więc jeżeli ktoś ją posiada - niech tak pozostanie. Dlaczego nie wymieniam nazwisk wszystkich osób, którzy udzielili mi informacji na temat wydarzeń czy księgi? Powód jest prozaiczny - dopóki żyją, nie chcą być uznani za wariatów.

artykuł opublikowano w papierowym wydaniu tygodnika Nowe Świecie 31 października 2019 roku

Aplikacja nswiecie.pl

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.


Aplikacja na Androida Aplikacja na IOS

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-11-06 15:50:38

    To nie wariacje to szczera prawda a słyszałem o tych faktycznych wydarzeniach od swej babci. Z tego co wiem apropo owej księgi była czy też jest to księga samego diabła tzw.diabelska księga oprawiona w skórę lecz co jeszcze wiem była ona czytana od tyłu z tego co jeszcze mi wiadomo owa księga niegdyś była także przechowywana czy też przetrzymywana w jednym z domów w Łążku.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Justyna - niezalogowany 2019-11-06 16:09:23

    To prawda. Moja babcia też o tym opowiadała i mówiła o tym"złe ze Śliwic"

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2019-11-06 16:16:27

    Och ciemnoto! Ręce opadają........

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo nSwiecie.pl




Reklama