Czy da się utrzymać rodzinę z 65 hektarów? – Lekko nie jest, a mówią, że rolnicy powinni jeździć mercedesami

0

Podobno są największymi gospodarzami w Miedznie, chociaż sami twierdzą, że pewni nie są. Katarzyna i Sebastian Konopaccy mają krowy, świnie oraz kilkadziesiąt hektarów ziem do obrobienia

W Miedznie  (gmina Osie, pow. świecki, woj. kuj-pom) mają najbardziej charakterystyczny dom. Tradycyjna borowiacka chata, z pociemniałych desek, mieści dziewięcioro osób. Mieszka tu seniorka rodu, rodzice Sebastiana oraz gospodarz z małżonką Katarzyną i czwórką dzieci. – W moim pokoleniu też było nas czworo rodzeństwa. Oprócz mnie siostra i dwóch braci. O ile na gospodarstwie chcieli zostać wszyscy, to jak przyszło co do czego pożenili się i zostałem tylko ja, czyli najmłodszy syn – opowiada Sebastian.

Gospodarstwo po ojcu

Mężczyzna wziął gospodarstwo po ojcu na „Młodego rolnika”. Kiedy zaczynał miał 28 hektarów. Teraz, razem z dzierżawionymi, gospodaruje na 65 hektarach. – Obecnie siejemy żyto, owies, mieszankę i jęczmień. Owies rzadko już widać na polach – mówi Sebastian. Część zbóż idzie do konsumpcji dla trzody, reszta na sprzedaż. Bo w gospodarstwie są też zwierzęta. – Aktualnie mamy 60 świń i 7 cielaków opasowych – wyjaśnia Sebastian i dodaje – w planach chcemy rozwinąć część gospodarstwa przeznaczoną dla bydła mięsnego.

Małżeństwo wskazuje, że w tej chwili hodowla na wsi bywa niepewna. ASF, wahania cen na rynku wołowiny, susze: – Chcemy mieć trochę tego, trochę tego bo z jednej gałęzi produkcji nie da się wyżyć – przyznają Konopaccy.

Nie ma mleka – nie trzeba bardzo wcześnie wstawać

Życie w gospodarstwie płynie własnym rytmem. – Nie mamy krów mlecznych, więc nie musimy codziennie wstawać o tej samej, wczesnej porze – zgodnie śmieją się małżonkowie. Katarzyna wstaje więc jako pierwsza aby wyprawić dzieci do szkoły. Wcześnie wstaje też babcia, która zajmuje się kurami i pupilami. Sebastian sam oporządza zwierzęta. Co ciekawe, przy sprzątaniu budynków gospodarskich pomaga żona z dwójką starszych dzieci. – Obornik to bardzo pożądana rzecz na tych naszych „dobrych ziemiach” – żartują rolnicy. Ich pola rozciągają się od Miedzna pod Jaszcz, czyli w linii prostej kilka kilometrów. – Tutaj zając chodzi w okularach i z plecakiem – śmieje się ojciec pana Sebastiana – W plecaku ma siano, żeby coś zjeść, a okulary po to, żeby mu piach w oczy nie leciał.

- Reklama -

„Dobre ziemie”

Te „dobre ziemie” to w tej części powiatu świeckiego najgorsze klasy bonitacyjne. U Konopackich mają klasy od IVa do VI. – Bez obornika nic by tutaj nie urosło – mówią. W tym roku wszystkim w okolicy dała się we znaki susza. Jednak gospodarze z Miedzna nie narzekali. Warzywa, które dodatkowo sadzą na polu wyjątkowo obrodziły. Ziemniaki były większe niż męska dłoń, nie mogli też narzekać na marchew. O ile poza sezonem zajmują się przede wszystkim zwierzętami, o tyle w sezonie zaczyna się praca w polu. – Mam trzy kawałki ziemi po kilkanaście hektarów, reszta to rozproszone parcele. Ale nie narzekam, bo wszystkie mają powyżej 1,5 hektara – wyjaśnia pan Sebastian. Przy „dobrych wiatrach” obsiew na wiosnę zrobi w 3-4 dni. – Z gospodarstwa da się żyć, chociaż lekko nie jest – mówi Sebastian. – Wszyscy mówią, że rolnicy powinni jeździć mercedesami. Ta nasza praca nie jest jednak do końca zapłacona. Raz zyskujemy, ale też mimo nakładu pracy innym razem stracimy i musimy dokładać – dodaje Katarzyna.

Rolnicy do wojska?

W zeszłym roku zostali dodatkowo zaskoczeni. – Dostałem powołanie do wojska. Na 10 dni wysłano mnie na jeden z poligonów na Pomorzu. Do tej pory rolników nie brano w kamasze – opowiada gospodarz. Rodzina Konopackich jest wyjątkowa jeszcze z jednego powodu. Rzadko się bowiem zdarza, żeby do pożaru ruszyło małżeństwo. Sebastian jest naczelnikiem miejscowej straży ochotniczej. Razem z ośmioma innymi paniami należy do niej i Katarzyna. Do straży należy rodzeństwo pana Sebastiana, był w niej także ojciec i dziadek.

- Reklama -

Dodaj komentarz

avatar
  Otrzymuj powiadomienia w sprawie tego tematu  
Powiadom o