Cena skupu żywca leci na łeb na szyję. Sprawdzamy, jak radzą sobie z tym gospodarze z powiatu świeckiego

0
od lewej: Ryszard Landowski, Marek Obryk oraz Stanisław Tankiewicz

Za świnie płaci się coraz mniej. Szykuje się trudny rok dla hodowców trzody chlewnej. – Jeśli taka cena się utrzyma to będzie bardzo źle – mówią

Do tego, że w okresie bożonarodzeniowym za tuczniki zarabia się mniej rolnicy są przyzwyczajeni od lat. W sklepach sprzedaje się więcej mięsa, ale jego producenci tego nie odczuwają. W związku ze zwiększonym popytem zakłady mięsne potrafią zaproponować niższe ceny skupu.

Sytuacja do normy wraca zazwyczaj w pierwszym kwartale nowego roku, ale pierwsze miesiące są nerwowe. W połowie kwietnia 2017 r. za kilogram żywca w Prosiaczku w Krąplewicach (gm. Jeżewo) płacono dokładnie 5 zł. Cena powoli spadała, żeby w ostatnich dniach poprzedniego roku osiągnąć pułap 4 zł.

Rynek niemiecki nie rządzi polskim

– W Kierze w Jastrzębiu dostaję teraz tyle samo – przyznaje Stanisław Tankiewicz z Gacek (gm. Drzycim), który rocznie oddaje nawet tysiąc sztuk trzody chlewnej. – Zawsze mówi się nam, że wpływ na ceny ma rynek niemiecki. Ale to nie do końca prawda. Tam cena spadnie o kilka eurocentów, u nas leci na łeb, na szyję. Tam wzrasta szybko, u nas pnie się w górę powoli – opowiada rolnik.

W najgorszej sytuacji są ci, którzy produkują w tzw. cyklu otwartym. To znaczy, że kupują prosiaki, które później tuczą. Aktualnie panuje moda na przywożenie małych świń z Danii bądź z Niemiec. Trzeba za nie płacić, a nie ma się gwarancji, że wystarczająco dobrze będzie można zarobić.

- Reklama -

2017 nie był łatwym rokiem

W Łowinie (gm. Pruszcz) rodzina Marka Obryka zajmuje się hodowlą świń jeszcze od przed wojny. Jego dziadkowie specjalnie kupili ziemię blisko torów, bo wtedy tuczniki najczęściej wysyłało się koleją. Do dziś samemu Obrykowie zajmują się rozrodem macior.

– Wtedy jest nieco łatwiej. Człowiek martwi się tylko o cenę sprzedaży tuczników. Nie martwi go w jakiej cenie kupi prosięta – mówi pan Marek. Nie wie jeszcze z jakim bilansem zamknie ubiegły rok. – Jeszcze nie wprowadzałem do systemu wszystkich faktur. Oprócz sprzedaży tuczników sprzedajemy także prosiaki, ale pewnie w tym roku nie przekroczymy dwóch tysięcy sztuk trzody chlewnej, która od nas wyjechała – szacuje Obryk. – 2017 nie był łatwym rokiem dla rolników, a obecny na razie rysuje się jeszcze gorzej. W tym roku jeszcze nie sprzedawałem świń, ale liczę na to, że spadek cen nie potrwa długo.

Gwarantowane ceny skupu

Rozwiązaniem dla rolników, którzy kupują prosięta są umowy z gwarantowanymi cenami skupu. Wtedy wiadomo od razu ile się zarobi. Na takim rozwiązaniu się nie straci, ale jeśli cena nagle poszłaby w górę to gospodarz może jedynie obejść się smakiem.

- Reklama -

– Teraz te ceny spadły. Mój brat hoduje tuczniki w cyklu otwartym. Mówił mi, że po 15 stycznia ma podpisywać umowy, gdzie zagwarantują mu 6 zł za kilogram, więc sytuacja powinna wrócić do normy – podaje Ryszard Landowski ze Skarszew (gmina Świecie). Sam w zeszłym roku oddał blisko dwa tysiące tuczników. Produkuje je, w przeciwieństwie do brata, w cyklu zamkniętym.

– Przy maciorach jest więcej pracy, ale też mniejsze ryzyko. Nie dotyczą mnie tak spadki cen w Europie. Choć i tak nie mam na nie wpływu, podobnie jak inni producenci. Najwyżej mniej zarobię, ale też wiem, że mniej stracę, bo nie zainwestowałem w drogie duńskie prosiaki.

Wszystko zależy od skali

Przy czterech złotych za kilogram żywca hodowla może stać się nieopłacalna. Wszystko zależy od skali.

– Jak się kupuje np. sporo produktów do paszy to można uzyskać promocyjne ceny. Wtedy przy 4 zł za kilogram może się jeszcze ten interes opłacać – mówi o swojej sytuacji Stanisław Tankiewicz z Gacek. – Ale na mniejszą skalę taka działalność nie ma teraz najmniejszego sensu.

Hodowców trzody chlewnej boli fakt, że kompletnie nie mają wpływu na ceny skupu, które narzucają zakłady mięsne.

Jesteśmy pozostawieni sami sobie

– Powinni w tej sprawie do znudzenia zabierać głos nasi przedstawiciele w izbach rolniczych. Ktoś musi się tym zająć. Tak jesteśmy pozostawieni sami sobie – mówi Marek Obryk z Łowina. – Znam gospodarstwa, gdzie rolnicy zrezygnowali z cyklu zamkniętego, przeszli na otwarty i wybierali ceny kontraktowe. Ale po dwóch latach ledwie żyją. Dobija ich cena prosiaków, która nijak ma się później do ceny sprzedawanego tucznika. Nie ma tu dobrych rozwiązań.

– Jeśli taka cena się utrzyma, to będzie bardzo źle – prorokuje trzech hodowców trzody chlewnej z powiatu świeckiego.

Dodaj komentarz

avatar
  Otrzymuj powiadomienia w sprawie tego tematu  
Powiadom o